W ostatnią niedzielę zawodnicy naszego Klubu stawili się na starcie maratonu w Gdańsku, Orlen Warsaw Maraton w Warszawie oraz półmaratonu w Poznaniu.

Maraton w Gdańsku odbył się już po raz 5, od 2 lat nasi członkowie biorą w nim udział. W tym roku startowali - Marek Andryskowski, Tomasz Durzyński, Marcin Kożyczkowski, Tomasz Litwin, Tomasz Tutak i Marek Wątroba. Niemal wszyscy zaliczyli rekordy życiowe, w tym Tomek Durzyński i Tomek Litwin rewelacyjnie zadebiutowali w swoim pierwszym oficjalnym maratonie masowym. Oto relacje naszych niektórych zawodników:

Marcin - "Przed drugim startem w maratonie pojawiły sie problemy i zadawałem sobie pytanie czy nie odpuscić Czy głowa podoła i nie zabraknie motywacji. Jednak startuję. Nie odpuszczę tego. To była dobra decyzja. Od startu lecimy za szybko z Tomkiem Litwinem. Pojawiają sie myśli - nie damy rady, zwolnijmy, nie dotrwamy tym tempem do mety. Ale biegło sie rewelacyjnie super atmosfera pierwsze kilometry niosły nas. Gdzieś w okolicy 23 km zrobiło się mniej przyjemnie i zaczęła sie walka. Tempo spadło ale na szczeście nie radykalnie. Pokrzykiwania dzieciaków i innych zawodników dodawały sił. Skonczyło się rewelacyjnie - dużo lepiej niz przypuszczałem przed startem. Zrobilem nowy PB 3:40:22 Duża satysfakcja i wielkie dzięki kibicom a zwłaszcza wszystkim z 42,2. Bez Was nic by się nie udało. Myślę, że wrócę do Gdańska.

Tomek Durzyński - "To mój debiut w maratonie. Założeniem było przebiec go w czasie poniżej 3:30. Udało się uzyskać czas 3:28:33. Cieszę się, że dobrze zaplanowane treningi, przyniosły efekt, na tym wymagającym królewskim dystansie."

Marek Wątroba - "5 Gdańsk Maraton za mną. Jak zwykle we wspaniałym gronie. Bardzo fajna organizacja. Pogoda dopisała, kibice wspaniali. Sam bieg do 33 km wedle założeń, póżniej kolka i "głowa" nie puścia dalej tak jak bym chciał. Miało być złamane 4h ,(może następnym razem 🙂 ) a wyszło 4:06 ,ale życiówka poprawiona o 5 minut 🙂 . Podziękowania dla Dorotki,Gosi i Filipa za wsparcie na trasie, oraz dla wszystkich znajomych oraz członków KLUBU 42,2 za trzymanie kciuków 🙂. Bez Was byłoby o wiele ciężej."

Tomek Tutak - "Ten start był tylko elementem w przygotowaniach do większego dystansu. Jednak królewski dystans 42 km zawsze musi być traktowany poważnie - nie da się go przebiec "z marszu". Stąd moje przygotowania zapalnaowane były bardzo starannie, jednak choroba i kulka wydarzeń w życiu spowodowały, że plan przygotowań nie został w pełni zrealizowany. Pojechałem więc na swój 7 maraton jedynie z planem - przebiec i cieszyć się startem, bez większego przejmowania się czasem. Plan zrealizowałem, głównie dzięki motywacji moich kolegów i koleżanek z KLubu 42,2. Dziękuję wszystkim za kolejny świetny wyjazd.

 

Marek Piotrowski startował w biegu towarzyszącym Orlen Warsaw Maratonu w Warszawie na dystansie 10 km.

Justyna Głuchaczka zadebiutowała w roli pacemakera na trasie półmaratonu w Poznaniu. W ekipie pacemakerów występowała obok Jacka "Mezo" Mejera. Justyna prowadziła biegaczy na czas 1:55 - gratulujemy.

Marek AndryskowskiTomek Durzyński

Marcin Kożyczkowski

Marek Wątroba

Tomek Tutak

\

Marek Piotrowski

Justyna i Mezo

 

Sezon biegowy dopiero się rozkręca, a za nami kolejny start w tym roku. W minioną sobotę  w dość licznym składzie pobiegliśmy półmaraton w Gdyni (Tomasz Durzyński, Tomasz Fierka, Tomasz Litwin, Krzysztof Koiszewski, Marek Andryskowski, Marcin Kożyczkowski, Marek Piotrowski).To jeden z największych biegów półmaratońskich w Polsce. Niesamowita atmosfera, wspaniałe miejsce i tysiące kibiców sprawiają, że chce się tam biegać i wracać. Gdynia półmaraton zadebiutował na rynku biegów ulicznych w 2016 roku i od razu zyskał serca biegaczy. Pod względem frekwencji znajduje się wśród dziesięciu największych biegów w kraju, a linię mety w tym roku przekroczyło grubo ponad 6 tysięcy osób.  Z klubowiczów na uwagę zasługuje wynik Tomka Durzyńskiego. brawurowo "złamał" 1:30 i z wynikiem 1:26:58 ustanowił swój nowy rekord życiowy. To już nie jest amatorszczyzna, lecz starannie przygotowany plan, oraz trening , dużo włożonej własnej  pracy. Każdy z nas w sobotę walczył i każdy dał z siebie wszystko, każdy z nas miał swój cel i plan na ten bieg.. jednak to co nas "różni" przed startem, na mecie znika i nie ma już żadnego znaczenia, bowiem wszystkich nas łączy jedna wspólna idea.. Móc biegać i czerpać z tego jak najwięcej radości. i to nam się póki co udaje :) 
 
Tomasz Durzyński      1:26:58
Marcin Kożyczkowski  1:38:51
Krzysztof Koiszewski  1:38:52
Tomasz Fierka           1:42:25
Tomasz Litwin           1:45:59
Marek Andryskowski  1:53:01
Marek Piotrowski       1:53:09
Zjęcia - AK-ska Photo
 

 

 

 

 

TUT - 68km, 40 km

W ubiegłą niedzielę członkowie Klubu 42,2 zainicjowali sezon startowy w Gdańskim Parku Krajobrazowym, gdzie kolejny raz zorganizowana została impreza dla ultrabiegaczy- Trójmiejski Ultra Trail. W tym roku nasi zawodnicy wystartowali na 2 najdłuższych dystansach - 68 i 40 km z przewyżzeniami odpowiednio 1600 i 1200 m. Na 68 km pobiegli - Justyna Głuchaczka, Michał Bojanowski, Damian Badziąg i Marcin Kożyczkowski. Na 40 km - Tomasz Litwin, Tomasz Tutak i Marek Wątroba, ale cała trójka postanowiła przed startem przebiec dodatkopo ponad 2 km aby na mecie TUT 40 mieć na koncie pełny dystans maratoński. W ten sposób nasz kolega Tomasz Litwin zadebiutował na królewskim dystansie i to od razu w biegu trailowym. Gratulujemy.

Michał Bojanowski na swoim koncie Instagram tak zrelazcjonował swój rewelacyjny wynik na 68 km:

"Muszę to napisać: Kocham Ultra! Dlaczego tak jest, iż każde kolejne moje Ultra jest lepsze od poprzedniego? Co jest w tych biegach, że ludzie tak to uwielbiają? Myślałem, że wiem dużo, ale tak naprawdę zawsze mnie wszystko zaskakuje… To moja druga edycja #tutrail , w zeszłym roku pierwszy raz mierzyłem się z tym dystansem i pamiętam jak mocno cierpiałem. Przygotowanie do biegu inne niż zawsze, bo lecę na izotoniku (bez coli jak do tej pory), 2-3 żele i 5 shotów magnezowo-potasowych. Resztę będę pobierał z punktów odżywczych. Bieg zaczyna się o 7 rano, przed startem wspaniała atmosfera, jeszcze nie biegniemy, a endorfiny już szaleją. Spotykam @run_matka_run z którą byliśmy umówieni by się zselfić, szybkie pogaduchy- złapałem od Niej trochę pozytywnej energii i lecę na krótką rozgrzewkę. Jak się później okazało była za krótka i zaczynałem na zimno.. wszystko z tego podniecenia.. Odliczanie, czerwone race w górze, wszyscy już to czują, będzie bosko i lecimy. Pierwsze metry i od razu górka która weryfikuje umiejętności. Biegnie mi się dziwnie, za słabo się rozgrzałem, ale było jeszcze coś.. coś czego mi brakowało…? Byłem ustawiony na początku stawki by nie zostać przyblokowany na starcie. Pierwsze kilometry i jakby moja lewa stopa była jakaś zdrętwiała, słabo ją czułem i z takim uczuciem było do około 10km. Oczywiście jak zawsze zacząłem za szybko, pierwsza dyszka w około 48min, mówię do siebie, trzeba lekko zwolnić, dogania mnie na 11km Piotrek @sandalista_skandalista z którym zaczęliśmy pogaduchy, na różne tematy, biegliśmy nawet mocno, czas i kilometry tak szybko mijały, że nawet nie wiadomo kiedy meldujemy się na pierwszym punkcie odżywczym który był na 23km. Uzupełniam izotonik, szybko zjadam dwie połówki banana, wszystko trwało pół minuty i lecimy.
Kolejne kilometry mijają równie gładko jak wcześniej, jakby zero zmęczenia i aż chce się biec, euforia ogromna. Tak biegniemy do około 31km gdzie Piotrek utrzymywał wcześniejsze tempo, a ja musiałem lekko zwolnić bo odezwało się lewe biodro…!!! Myślę sobie, o kurde, a tak fajnie szło, zostałem sam, biegnę sam, na 33km nie widzę już nikogo z przodu, ani z tyłu. Taka samotność długodystansowca, Ultra zawsze pisze najlepsze scenariusze! Biegnę w kryzysie, zły na siebie, zły na biodro, czasem na chwilę przystaję, nawet próbuję je rozgrzać i kręcę tyłkiem- dobrze, że chyba nikt tego nie widzia. Na 38km GPS w zegarku świruje i już nie wiedziałem jakim tempem średnim biegnę, leciałem na czuja… Na około 40km czuje mocny głód.. pierwszy raz takie uczucie, ale jak?, marzy mi się jakiś hamburger, albo chociaż bułka z serem i wędliną.. Słabnę, coś mi na psychę siadło, to biodro pokrzyżowało mi szyki! Te 5-6km do kolejnego punktu dłużyły się jak nigdy! Jedynie myśl o wymarzonej mecie dodawała mi w tej chwili siły, bym to wytrwał i wygrał, jeszcze chwila i będzie... Wreszcie 46km i punkt odżywczy, tutaj musiałem odpocząć i nabrać energii. Zjadłem- uwaga: 4 drożdżówki, garść haribo, krakersy i popiłem 0,5L izotonikiem! Czułem się jak przeładowana ciężarówka, uzupełniłem płyny w bidonach, wszystko zajęło niestety, aż 10min! Wyprzedziło mnie chyba 7-8osób! Z lepszym nastawieniem rozpoczynam walkę- do mety już tylko 22km, cholernie ciężkie 22km. Następny punkt odżywczy za 12km. Ciężarówka ruszyła w trasę, oj ciężko się biegło na początku, pierwsze 3-4km musiałem powoli się rozpędzać, o dziwo, biodro przestaje boleć! I jeszcze jedna niespodzianka! Za mną już 50km, a zero skurczy! Miałem rację, cola dodawała energii i kopa, ale działała na moje nogi niszcząco! Kolejne 5km lecę już mocno, z ciężarówki przeskakuje na pociąg towarowy który nigdzie się nie zatrzymuje i zmierza do celu, znów kręcę czasy w granicach 5min/km. Wpadam na ostatni punkt żywieniowy na 58km, jakoś tak lekko, wszyscy mówią, ale dobrze wyglądasz, Ty na pewno masz już tyle w nogach? Zjadłem tylko haribo, minuta oddechu i lecę na ostatnie 10km, które jest najtrudniejszym odcinkiem biegu! Wybiegam razem z @gosiuniabiega która mierzyła się z „szybką 40” a ten punkt był wspólny dla wszystkich. Biegniemy przez około 2km rozmawiając i wyprzedając kolejne osoby z innych dystansów, co tak naprawdę motywowało do walki. Mówię do Gosi, leć, bo ja nie utrzymam Twojego tempa w tej chwili. Musiałem biec sam, musiałem robić swoje. Biegło mi się przyjemnie, zero jakiegokolwiek kryzysu, na prostych odcinkach leciałem w trupa bo już ją czułem… Górki, a w zasadzie górrrrryyyy na ostatnich 4km trasy dawały już po łydkach, były wielkie, a ta na 66km to już przesada, zapomniałem o jej istnieniu? To był potwór, ledwo pod to „coś” podszedłem, jeszcze jednej osobie z trasy podawałem rękę by jej pomóc bo dziewczyna nie wiedziała co się dzieje i gdzie jest? W trakcie tel od @justi.run gdzie jesteś?? Lecę! Ostatni kilometr, kolega Maciek krzyczy, już prawie meta. Zbieram wszystkie siły w sobie i biegnę szybciej niż na początku, tempo poniżej 4min/km, wyprzedzam każdego, chyba ze 40 osób z różnych dystansów! Wpadam na metę, euforia, łzy… i zawód.. ale to już? Chce więcej! Dlaczego w najlepszym momencie bieg się kończy? Czas 6:46:19, 24 msc Open/313, w stosunku do poprzedniego roku poprawa o 53min. . W biegu tym prawie umarłem i narodziłem się na nowo, powróciłem do życia silniejszy niż wcześniej! Dlatego napisałem na początku relacji: Kocham Ultra! Po wszystkim, atmosfera w miasteczku biegowym cudowna. Wspólne sesje zdjęciowe, uśmiechy na twarzy każdego trwały w nieskończoność. Piwko, zupka, ognisko z własnoręcznie pieczonymi kiełbami- ale one były pyszne. I jeszcze jeden przysmak- Zbójeckie Grzane- cudownie smakowało. Dziękuję #tutrail za tak wspaniałą imprezę! Dziękuję wszystkim co we mnie wierzyli i trzymali kciuki! Obowiązkowo wracam tutaj za rok."

 

Foto w galerii - Jacek Deneka (Ultra Lovers) oraz archiwum własne.