Susz Triathlon 2017

Dnia 25 czerwca 2017 w stolicy polskiego triathlonu Suszu odbyły się po raz 26 zawody triathlonowe. Nasz klub na dystansie ½ Ironmana (pływanie 1,9 km; rower 90 km; bieg 21,1 km) reprezentował Krystian Springman.

„Do Suszu dotarłem o 6 rano, aby odebrać pakiet, wstawić rower do strefy zmian, przygotować worki do T1 i T2. O godz. 7:30 większość zawodników przeprowadzała rozgrzewkę w Jeziorze Suskim. Trzeba przyznać, że w wodzie było zdecydowanie cieplej niż na zewnątrz. Chwila napięcia, nerwowe spoglądanie na bojki (powtarzanie układu, którą minąć lewą, a którą prawą stroną). Mój ulubiony moment: ostatnia minuta do startu, totalna cisza, wszyscy wpatrzeni w taflę wody,  zaraz będzie ostro :) Start! Złapać rytm, złapać rytm i nawigować. Pierwszy kilometr poszedł bardzo sprawnie, ścisk dopiero przy nawrocie, łapanie za nogi, podtapianie, przepychanki, nie ma możliwości spojrzeć na zegarek. Widzę metę… 800 m… ogień :) Wychodzę z wody po 36 minutach, jestem mega szczęśliwy bo zakładałem 40. Wpadam do T1, pianka, okulary, buty i cisnę po rower. Wyskakuję na trasę rowerową.

Przede mną dwie pętle po 45 km. Początkowe 2 kilometry upłynęły na modyfikacji ustawień Garmina. Jestem wściekły, dziecinny błąd! Muszę to nadrobić. Pierwsze 30 km mimo silnego wiatru idzie gładko, nogi kręcą ze średnią 34 km/h. Cała trasa wiedzie przez łąki, pola, lasy wokół Suszu. Poziom zawodów uświadomiłem sobie na trasie rowerowej. Czasówki, kaski, koła, bidony wszystko aero. Startowałem w Szczecinie, Gdyni jednak w Suszu nie było przypadkowych zawodników… dlatego trzeba było cisnąć:)  Zarówno mężczyźni jak i kobiety przecinali powietrze z prędkością 37 km/h, zawodowcy z dyskami łamali 40 km/h. Końcówka drugiej pętli 2 km do T2 łapie mnie kryzys, odcięło mi prąd. Dojeżdżam ze średnią 33km/h. Mimo to jest dobrze, idę na życiówkę :) Wskakuję do strefy zmian, odstawiam rower, zmieniam buty i po 2 minutach biegnę.

Przede mną jeszcze 21 km, a czuję się jak na końcówce maratonu. Muszę przebiec 3 pętle po 7 km. Mówię sobie – dasz radę! Po dwóch podbiegach, na 7 km łapię rytm biegowy. Zobaczyłem moich kibiców: żonę, rodziców – jest motywacja. Trasa urozmaicona kostka, asfalt, kocie łby, ścieżka w parku- wchodzi w nogi. Na dodatek robi się gorąco. Na punktach odżywczych łapię wodę, pomarańcze, arbuza i cisnę dalej. Zmęczenie potworne, zostaje już tylko walka z samym sobą. Biegnę wokół jeziora i słyszę głos spikera informujący o kolejnych osobach kończących zawody - to nie pomaga. Ostatnie 2 km, narasta euforia. Ukończę to. Idę na maksa, wbiegam na metę i widzę 5:26. Udało się! Pobiłem ubiegłoroczną życiówkę z Gdyni o 15 minut. Miejsce 352, jest ok. Dziś wiem, że mogłem urwać kilka minut na bieganiu. Ale to nic, niedługo następna szansa na Herbalife Ironman w Gdyni :) :) "

 

Zwyciężył Danil Sapunov z czasem 3:55:52 (woda 23:57, rower 2:11:26 i bieg 1:16:39).