×

Uwaga

IMAGESIZER_ERR_ACCESS

W ostatni piątek ekipa Klubu 42,2 wyruszyła do Warszawy na jedno z największych wydarzeń biegowych w Polsce - 39 PZU Maraton Warszawski. Dla Justyny i Marka miał być to debiut na królewskim dystansie 42,195 km, Damian, Michał, Tomek i Wojtek chcieli pobić swoje wyniki z poprzednich maratonów, Dorota miała wystartować w biegu na 5 km. Do stolicy wybraliśmy się na dwa dni przed startem, żeby się zaaklimatyzować i poczuć wcześniej atmosferę biegu. Lot z Gdańska do Warszawy przebiegł spokojnie, na Okęciu zameldowaliśmy się zgodnie z planem. W hotelu szybko zorientowaliśmy się, ze większość gości podobnie jak my przybyła do Warszawy na maraton. W sobotę odebraliśmy na Torwarze pakiety startowe, uczestniczyliśmy w targach producentów sprzętu biegowego, zwiedzaliśmy Warszawę. W sobotni wieczór zaczął się ostatni etap przygotowań do startu -  pakowanie żeli i odżywek, szykowanie butów, mocowanie numerów startowych. Żartowaliśmy, że tak wyobrażamy sobie atmosferę przed bitwą. Wcześnie rano zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy na start zlokalizowany na Placu Trzech Krzyży. Oto relacje naszych biegaczy:

 

Dorota: „Początkowo kiedy została podjęta decyzja o wyjeździe do Warszawy na maraton, miałam jechać jako kibic naszych pięciu wspaniałych biegaczy. Później okazało się, że ja również biorę udział w zawodach ?... Całe szczęście w biegu towarzyszącym na 5km ?. Dzięki temu mogłam choć trochę poczuć się częścią tej wspaniałej imprezy biegowej jaką jest maraton. Super przeżycie. Ta sama piosenka przed startem. Ta sama godzina. I co najważniejsze wspólna meta ☺. Pierwszy raz to ja byłam wcześniej na mecie i czekałam na pozostałych ?. Dziękuję za super wyjazd i miłe towarzystwo Justynie, Markowi, Tomkowi, Michałowi, Damianowi. Bez Was to nie byłoby to ?.”

 

Wojtek: „..Maraton warszawski, to mój drugi start na królewskim dystansie: założenia pobiec pomiędzy 3:05-3:10..poczatek bardzo lekki i fajny, co uśpiło moja czujność i trochę mnie "poniosło" przez prawie 30km utrzymywałem tempo na czas w granicach 3 godzin (po drodze pobiłem swoją życiówkę na dystansie półmaratonu ?), jednak okazało się to dla mnie zabójcze...ostatnie kilometry, to walka z samym sobą, ścianą i bólem... jest postęp, ale jeszcze sporo pracy przede mną, zbierania doświadczenia i biegania z chłodną głową... trasa bardzo fajna, pogoda też: warunki idealne.. gratulację dla wszystkich z naszego powiatu - a było nas sporo ?...podziękowania dla Darka Nawrockiego.”

 

Michał: „39 PZU Warsaw Marathon- przyjechałem tam z bardzo ambitnym celem! Złamanie bariery 3h15min?. Pogoda tego dnia była idealna, lekki deszczyk temp ok 15 stopni. Na starcie wraz z Damianem ustawiliśmy się obok Peacemakera- Piotr z Piły, wystartowaliśmy: pierwszy, drugi kilometr spokojnie- cały czas Piotr nas hamował, w grupie było nas ok 20osob, wszyscy mieliśmy tyle energii że w prąd moglibyśmy zaopatrzyć kilka budynków?Następne 2km utrzymywaliśmy podobne tempo, na 5km wraz z Damianem postanowiliśmy lekko przyspieszyć o jakieś 2-3sek na 1km w stosunku do założonego tempa i odłączyliśmy się od grupy i Piotra, utrzymywaliśmy to tempo do 21km, po połowie dystansu lekko zwolniliśmy do założonego tempa czyli 4:37 i tak biegliśmy do 26km i Mostu Świętokrzyskiego, myśleliśmy że mamy trochę zapasu aż tu nagle grupa z Piotrem na 3:15 niczym peleton zaczynała nas doganiać, nie wiedzieliśmy co się dzieje! Innego wyjścia nie było jak tylko biec z grupą, okazało się później iż Piotr lekko podkręcił tempo ze względu na wzniesienia które zaczynały się na ok30km, w grupie mieliśmy ok 90sek zapasu w stosunku do czasu 3h15min. Po pierwszych wzniesieniach grupa zaczynała lekko topnieć, nie każdy wytrzymywał tempo, biegliśmy dalej- było coraz ciężej- pojawiały się pierwsze myśli: Co ja tutaj robię? Może zwolnię? Wytrwałem w tempie Piotra lecz kilometry już wolniej mijały na coraz mocniejszym oddechu. Na 35km speaker liczył zawodników- w naszej grupie był zawodnik na pozycji 500, kolejni zawodnicy nie wytrzymywali tempa. Topniał też nasz zapas który wynosił teraz ok 60sek. 38km- tutaj największy kryzys lekko grupa zaczęła uciekać- traciłem 10m i ciężko było ich dogonić, Piotr bardzo motywował i tutaj powiedział: do mety mamy tylko 4km- wyobraźcie sobie Wasz trening i taki dystans na ulubionej Waszej trasie: pomyślałem o pętli za stadionem i wyobrażałem sobie jak nią biegnę. Udało mi się dogonić grupę, tak naprawdę zostało w niej kilka osób, biegliśmy razem do ostatniego punktu odżywczego na 39km, tutaj grupa prawie już nie istniała, po drodze widzieliśmy bardzo wiele osób maszerujących którym zabrakło sił na ostatnich kilometrach. Przed nami został ostatni kilometr niczym pas startowy który rewelacyjnie był oznaczony co 100m, gdy minąłem znak 500m do mety poleciałem ile sił w nogach, kilka osób jeszcze wyprzedziłem i wpadłem na metę z czasem 3:14:16❗️miejsce 374 na ok 5500 osób które ukończyły bieg. Byłem mega, mega szczęśliwy: cel został osiągnięty i założona taktyka się sprawdziła, to był wspaniały dzień!”

 

Damian: „Na Maraton Warszawski dostałem się drogą charytatywną zbierając pieniądze dla Fundacji SYNAPSIS dzięki wielu osobom, które postanowiły wesprzeć akcję #biegamdobrze wpłatami na rzecz dzieci z autyzmem. Do samego startu podszedłem spokojnie, bo mimo wcześniejszych problemów ze zdrowiem czułem, że jestem w formie. Taktyka na ten bieg to równe tempo od startu do mety, ewentualnie jeśli starczy sił  przyspieszyć na finiszu. Jak zaplanowałem, tak zrobiłem, biegliśmy z Michałem trzymając się zająca na 3:15 - choć był też moment w którym na jakiś czas mu uciekliśmy. Do 30 km biegło się lekko i dopiero po przekroczeniu tej magicznej cyfry, gdzie trasa stała się trudniejsza ze względu na podbiegi trzeba było walczyć o utrzymanie tempa.  Nie mogę powiedzieć niczego na temat ściany, myślę że w Warszawie jej nie było, czuło się naturalne zmęczenie nóg i ich ciężkość, ale głowa pracowała idealnie, bez chwili zawahania. Do 40km tempo mojego biegu pozwalało na złamanie czasu 3:15 jednak nastąpiła chwila słabości i poczułem zawroty głowy, bez zastanowienia odpuściłem myśląc o konsekwencjach takiego samopoczucia. Po krótkim złapaniu oddechu dobiegłem do mety z czasem 3:15:41 (419 miejsce na 5462 startujących). Sam bieg zaliczam do udanych, możliwe, że do najbardziej w mojej karierze biegowej. Nie mogę nie wspomnieć o znakomitej atmosferze całego wydarzenia i ogromnej ilości kibiców na całej długości trasy. Dziękuję też ekipie z Klubu 42,2 z którą spędziliśmy wspaniały czas w stolicy i liczę, że to wstęp do kolejnych podbojów biegowych tras nie tylko w Polsce, ale i za granicą.”

 

Justyna: „Niedziela rano (nadszedł ten długo wyczekiwany dzień 39 PZU Maraton Warszawski) czułam się osłabiona, a zarazem pełna pozytywnej energii. Robiłam po kolei to co do mnie należało : pobudka ,prysznic ,wspólne śniadanie z moimi przyjaciółmi , którzy również ze mną startowali w tym biegu. Delikatne rozciąganie, ostatnie łyki wody i stanęłam na starcie maratonu. Stojąc na starcie ani przez sekundę nie pomyślałam o tym, żeby zrezygnować z biegu. Zbyt dużo czasu i serca poświęciłam na treningi i przygotowania, żeby teraz odpuścić . Byłam bardzo zdeterminowana . Godz: 9:00 start. Plan był taki aby przebiec maraton i dotrzeć do mety cała i zdrowa. To mój debiut i pierwszy taki dystans, więc nie stawiałam sobie jakiś wyskokich celów. Pierwsze 10 km minęło mi jak bym przebiegła 1 km ?czułam się wspaniale i do tego ta atmosfera na trasie, wspaniali kibice, którzy pomimo słabej pogody wyszli do nas i nam kibicowali. Biegłam wśród wspaniałych biegaczy, pełnych pozytywnej energii. Oczywiście najwięcej siły dodawali mi moi koledzy biegnący tuż obok mnie (Tomek, Marek dziękuje Wam ). Pozostała dwójka Damian i Michał biegli przed nami ( każdy z nas miał inny cel ?) ale myślami byłam z nimi i trzymałam mocno kciuki aby udało im się osiągnąć cel jaki sobie założyli. Po 20 km starałam się trzymać pacemakera, który biegł na czas 4:10. Powiedziałam sobie - "mam siłę, to dlaczego nie?" Dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się , przekazał mi bardzo dużo cennych rad. Biegnąc czułam się jak w raju . Cały czas powtarzałam sobie : jestem tutaj, biegam, robię to co kocham i spełniam swoje marzenia ?i tak w wspaniałej atmosferze przemierzałam kolejne km, w pewnym momencie straciłam poczucie czasu - nawet nie wiedziałam na jakim km się znajduje - byłam w takiej euforii. Na 38 km postanowiłam przyspieszyć gdyż czułam duży zapas energii i wiedziałam ze mogę pobiec szybciej . Przez ostatnie km leciałam niczym rakieta ?- czułam niedosyt. Z czasem 4:07 wbiegam na metę i czuje się najszczęśliwsza osoba na świecie. Jeeest zrobiłam to. Moja praca nie poszła na marne . Myślę już o kolejnym maratonie i tym razem pobiegnę z stanowczo założonym celem i zrobię wszystko aby go osiągnąć .❤️

 

Marek: „39 PZU Maraton Warszawski za mną.... super impreza, super ludzie, mega fajny wyjazd, zostanie w mojej pamięci do końca życia, za co wszystkim którzy byli tam ze mną z całego serca dziękuje.  Co do samego biegu, super organizacja, a uczucie przy przebiegnięciu linii mety nie potrafię opisać. Łzy same pojawiły się w oczach. Przebiegłem królewski dystans....( chociaż muszę przyznać tu zupełnie szczerze że nie byłbym w stanie zrobić tego bez wsparcia Przyjaciół z Klubu 42,2) . Maraton nauczył mnie jednego. Pokory. Widok ludzi na 30, 34,38 czy 40 km których wyprzedzaliśmy , mając w głowie świadomość że popełnili gdzieś na początku mały błąd za który teraz płacą, a którego nam dzięki Bogu udało się uniknąć ( przypadek Kenijki kilkaset metrów przed metą mówi wszystko). Każdy ma swoje założenia przed biegiem, każdy walczy o coś innego, ale po tym biegu utwierdziłem się w przekonaniu że jeśli będę biegł następny maraton, nie chcę wypruwać z siebie flaków, chcę pobiec również dla tych kibiców, dla tych dzieciaczków które czekają aby przybić im piąteczkę, bo to daje niesamowitego kopa .  Nie zapomnę tego. 

P.S  Chciałbym powiedzieć że bardzo zasmuciła mnie wieść o śmierci jednego z biegaczy na trasie ( myślę że mogę powiedzieć kolegi, wszak jesteśmy wszyscy biegającą rodziną) . Cześć Jego Pamięci (*)(*)(*)”

 

Tomek: „Kilka dni po debiucie na trasie 3 Maratonu Gdańskiego podjęliśmy w kilka osób decyzję, że biegniemy jesienią w Warszawie. Już wiosną zarezerwowaliśmy bilety lotnicze oraz zarezerwowaliśmy miejsca noclegowe. Mijały kolejne tygodnie a my coraz bardziej żyliśmy tym wyjazdem. Nigdy nie zapomnę nie tylko naszych wspólnych przeżyć w Warszawie ale też radosnej atmosfery odliczania kolejnych tygodni. Bardzo cieszyłem się na ten wyjazd. Gdy nareszcie nadszedł piątek – dzień wylotu –  byłem już gotowy od kilku dni, kilka razy sprawdzony bagaż, wyprasowana koszulka, spakowane żele, sprzęt. Wcześniej wydawało mi się, że drugi start w maratonie będzie łatwiejszy, teraz okazało się, że trema jest większa. Świetnie, że pojechaliśmy większą grupą, można było się rozluźnić, odprężyć, poznać się lepiej. W tym miejscu chciałbym powiedzieć, że jeszcze rok temu w większości się nie znaliśmy, teraz mam wrażenie, że znamy się „od zawsze”. Dorota, Justyna, Michał, Marek, Damian i ja – wspólnie w podróży, w hotelu, na trasie – te same fluidy, te same radości.

Planując strategię na start zdecydowałem się, że pobiegnę z Justyną i Markiem, którzy debiutowali na 42 km. Ta decyzja miała ogromne znaczenie przy opracowaniu planu na start w stolicy – chciałem pobiec szybciej niż w debiucie, ale przede wszystkim chciałem pobiec z przyjaciółmi, wiedziałem, że razem jesteśmy w stanie pobiec dobrze. Jednak wiązało się to też z pewnymi trudnościami dla mnie – zarówno Justyna jak i Marek są dużo lepszymi biegaczami ode mnie i musiałem naprawdę mocno przygotować się do tego, żeby nie zawieść nie tylko siebie ale i ich. Pracowałem bardzo solidnie ale pozostawał niepokój – „jak mi pójdzie w dniu startu?” Kilka tygodni przed maratonem opracowaliśmy plan w jakim czasie pokonujemy kolejne etapy, kiedy korzystamy ze stref bufetowych.

Rano w niedzielę powitał nas na starcie deszcz. Temperatura była dobra do biegania, ale wilgoć powodowała, że było dość zimno. Jednak na starcie rozgrzał nas „Sen o Warszawie”. Strzał startera i ruszyliśmy. Pierwsze 20 km biegliśmy w tempie nieco szybszym niż planowaliśmy, ale adrenalina, towarzystwo innych biegaczy, atmosfera niosła nas. Gdzieś kłębiła się myśl – „czy okupimy to <ścianą> po 30 km?” Raz kozie śmierć – biegniemy dalej, na 30 km zaczął się podbieg – spojrzałem na Marka – „zaczyna się”. Każdy maratończyk wie, że bieg naprawdę zaczyna się po trzydziestce. Jednak biegliśmy razem jak maszyna, w bardzo dobrym tempie – o 20 sekund na km lepiej niż zakładaliśmy. Aż do zbiegu na 36 km kiedy złapał mnie potworny skurcz w lewej nodze. To był moment, który zapamiętam do końca życia – uświadomiłem sobie nagle, że gdybym biegł sam to w tym miejscu zakończyłbym bieg. Nie byłem w stanie samodzielnie naprostować nogi, agrafkę do nakłucia mięśnia zamiast do pasa przyczepiłem do buta akurat w tej nodze, w której miałem skurcz. I wtedy Marek jak zawodowy fizjoterapeuta błyskawicznie pomógł mi zrobić przeprost. Mogłem biec dalej. Na ostatnich 2 km przyspieszyliśmy, wbiegliśmy na metę z idealnie tym samym czasem – jesteśmy sklasyfikowani na maratonie ex aequo, co traktuję jak symbol naszych wspólnych przeżyć. Pobiłem swój najlepszy czas w maratonie o prawie 14 min. Jestem bardzo szczęśliwy.  Jest taki plakat reklamujący maraton w Warszawie, na którym dwóch biegaczy wzruszonych i zmęczonych pada sobie na mecie w objęcia. Podpis pod plakatem brzmi „Musisz to zrobić, żeby zrozumieć”. To plakat o nas. Dziękuję wszystkim „Warszawskim Dzieciom” za niezapomniane chwile, za szacunek, przyjaźń, poświęcenie. Marzy mi się w przyszłym roku wyjazd jeszcze większej grupy z Klubu 42,2 na taki start.”

 

Debiutanci stali się maratończykami, pozostali pobili w świetnym stylu swoje rekordy życiowe. Radość, wzruszenie, ogromna satysfakcja - w takich nastrojach wracaliśmy z biegu. Jeszcze tylko wspólny obiad i z powrotem na samolot do Gdańska. Na Okęciu ludzie przepuścili nas do bramek bezpieczeństwa widząc nasze maratońskie medale na szyjach J Wieczorem byliśmy w Lęborku. Wspólny wyjazd bardzo nas zbliżył, czekamy na następne starty.

Wyniki zawodników Klubu 42,2 na 39 PZU Maratonie Warszawskim - w kolejności - czas, PB- rekord życiowy, miejsce ogólne, miejsce w swojej kategorii wiekowej.

Maraton ukończyło 5460 biegaczy:

Wojciech Jabłonowski 3:08,19(PB), Open-255, M40-70

Michał Bojanowski 3:14,16(PB), Open-374, M30-174

Damian Badziąg 3:15,41 (PB), Open-403, M30-190

Justyna Głuchaczka 4:07,04 (debiut), Open-317, K20-64

Marek Wątroba 4:11,52 (debiut), Open-2903, M30-1132

Tomasz Tutak 4:11,52 (PB), Open-2903, M40-1078

Bieg na 5 km

Dorota Wątroba - 0:27,43 (PB) Open-462